Dzisiaj coś trochę mniej kolorowego i trochę mniej szalonego. Typowo jesienno-zimowe malowanie. To dość prosty makijaż, opiera się na praktycznie jednym cieniu. Ten cień to Rust z NYXa, czyli brąz wpadający w czerwień, bordo, trochę miedź, wszystkiego po trochu, nawet trochę różu. Do tego wszystkiego sporo błysku, ale dość subtelnego, nie chamsko brokatowego.
Tutaj bardzo profesjonalna próbka koloru. Zdjęcia makijażu są niestety zrobione w sztucznym świetle i cień jest nałożony na brązowy cień w kremie (Maybelline Color Tattoo "On and On Bronze"), a chciałam go pokazać w całej jego okazałości.
Przechodząc już do samego makijażu, jest on dość prosty. Do pomalowania samych powiek użyłam trzech, może czterech cieni, w tym wspomnianych już cienia NYXa, kremowego Maybelline i do tego czarnego w zewnętrznym kąciku i na dolnej powiece oraz jasnego, cielistego pod samą brwią. Kształt jest dość klasyczny, wystarczy pomalować górną oraz dolną powiekę, rozetrzeć i gotowe. Ja poszłam krok dalej, żeby było troszkę ciekawiej. Cienie są trochę bardziej wyciągnięte z zewnętrznego kącika i roztarte dość nisko pod oczami. Ten ostatni element może nie wszystkim przypaść do gustu, makijaż jest wtedy dość ciężki, nie jest tak schludny i można nie wyglądać najzdrowiej, ale mi akurat taki styl odpowiada, to dodaje makijażowi trochę charakteru.
Kącik dobrych rad do tego rodzaju makijaży. Jeśli używacie cieni, które mają w bazie czerwony, "oddzielcie" je od oczu jakimś innym, np. pomalujcie linię wodną czarną kredką, użyjcie czarnego tuż przy linii rzęs. Wtedy, oczy nie będą wyglądać jakbyście spędzili pół nocy płacząc nad swoim losem albo jakbyście byli przykładami ostrego zapalenia spojówek, co może się czasem zdarzyć. Druga rada, jeśli chcecie wyprowadzić cień niżej pod oczami, postarajcie się jak najlepiej zamalować ewentualne cienie pod oczami. Wygodniej jest też zrobić to już po skończeniu makijażu oka.

COMMENTS